Sztuczna inteligencja w poradnictwie
Możliwości i zagrożenia
1. Fakty:
Coraz więcej osób:
-
szuka wsparcia emocjonalnego w programach do rozmowy typu „zadaj pytanie – dostaniesz odpowiedź”,
-
wpisuje w takie narzędzia: „mam lęki”, „nie chce mi się żyć”, „jak powiedzieć rodzicom o depresji”,
-
traktuje komputerowego rozmówcę jak „mądrą przyjaciółkę”, która zawsze odpisze.
Równolegle poradnie, fundacje, gabinety zaczynają używać:
-
programów, które streszczają notatki,
-
narzędzi do pisania materiałów psychoedukacyjnych,
-
aplikacji pomagających w ankietach, kolejkach, badaniach.
Czyli: sztuczna inteligencja w poradnictwie już jest.
Pytanie nie brzmi: „czy ją wpuszczać?”, tylko:
Po co ją wpuszczać, do czego, i jak zrobić to mądrze i bezpiecznie?
2. O jakiej „sztucznej inteligencji” mówimy?
-
chodzi o programy, które potrafią „rozmawiać jak człowiek”,
-
piszą teksty, odpowiadają na pytania, czasem tworzą obrazy czy nagrania,
-
uczą się na ogromnych ilościach danych z internetu i innych źródeł.
W praktyce spotykamy je jako:
-
„Czatowego rozmówcę” – wpisujesz pytanie, dostajesz odpowiedź.
-
Pomocnika w pracy biurowej – streści artykuł, poprawi tekst, zaproponuje ćwiczenia.
-
„Mózg” w aplikacjach – programy „do zdrowia psychicznego”, które dają wskazówki, zadania, „rozmawiają” z użytkownikiem.
To nie jest magia.
To są bardzo sprytne, ale nadal głuche na emocje programy. Ich celem jest:
„dopasować kolejne słowo tak, żeby brzmiało sensownie”.
I to trzeba mieć z tyłu głowy zawsze.
3. Co sztuczna inteligencja może dać specjalistom?
3.1. Mniej „papierologii”, więcej człowieka
Większość osób w poradnictwie nie marzy o robotycznym terapeucie. Marzy o tym, żeby:
-
mniej czasu spędzać w Wordzie i Excelu,
-
więcej czasu mieć na ludzi, myślenie, superwizję, odpoczynek.
Tu sztuczna inteligencja może naprawdę pomóc, np.:
-
uporządkować Twoje notatki dla Ciebie (po wcześniejszym odanonimizowaniu danych),
-
przepisać z Twoich „kropek” bardziej przejrzysty tekst dla zespołu,
-
napisać pierwszą wersję ulotki dla rodziców albo instrukcji ćwiczenia dla nastolatka,
-
streścić długi artykuł naukowy na jedną stronę, tak żebyś mógł/mogła zdecydować: „czy w to wchodzić głębiej?”.
Warunek:
to są Twoje materiały robocze, a nie dokumentacja z danymi klienta.
3.2. Psychoedukacja i „przedłużenie gabinetu”
Sztuczna inteligencja jest dobra w:
-
tłumaczeniu trudnych rzeczy prostym językiem,
-
wymyślaniu przykładów, metafor, analogii,
-
przekształcaniu tekstu: wersja dla 10-latka, dla rodzica, dla nauczyciela.
Można ją wykorzystać do:
-
tworzenia kart pracy i krótkich opisów technik (np. jak ćwiczyć oddech, jak prowadzić dziennik myśli),
-
układania wiadomości między sesjami („przypomnij sobie to ćwiczenie, spróbuj…”) – jeśli pracujesz online,
-
budowania materiałów do warsztatów, grup wsparcia, szkoleń.
Tu ryzyko jest stosunkowo niewielkie, o ile:
-
Ty decydujesz, co trafia do klienta,
-
sprawdzasz, czy treść jest zgodna z wiedzą i etyką,
-
adaptujesz materiał do konkretnej osoby/sytuacji.
3.3. Wsparcie instytucji
Na poziomie poradni/fundacji/instytucji sztuczna inteligencja może:
-
pomóc analizować anonimowe ankiety (np. ewaluacje, potrzeby),
-
ułatwić układanie grafiku, analizę obłożenia,
-
podpowiadać, które terminy się „zapychają”, a gdzie są wolne moce.
To jest raczej pomoc organizacyjna, nie kliniczna.
I tak warto, żeby ktoś z zespołu pilnował, co z tych analiz wynika i czy ma to sens.
4. Gdzie robi się niebezpiecznie?
Tu zaczynają się schody. I warto o nich mówić wprost, bez zachwytów ani demonizowania.
4.1. Program, który „brzmi mądrze”, ale nie ma sumienia
Programy do rozmowy:
-
potrafią napisać odpowiedź, która brzmi jak empatyczna,
-
potrafią też napisać głupotę albo coś szkodliwego,
-
nie mają doświadczenia życiowego, ciała, historii, ani odpowiedzialności.
Problem polega na tym, że:
-
dla wielu użytkowników nie widać różnicy między mądrą odpowiedzią a „ładnie brzmiącą głupotą”,
-
w kryzysie człowiek chwyta się czegokolwiek, co obiecuje ulgę.
Zdarzały się sytuacje, gdzie program:
-
zbagatelizował sygnały samobójcze,
-
podał niebezpieczne „porady”,
-
pomylił diagnozy, podał fałszywe „fakty”.
Jeśli ktoś potraktuje to jako zastępstwo terapii, ryzyko rośnie bardzo mocno.
4.2. Tajemnica zawodowa i dane klientów
To jest temat, przy którym powinna się zapalać czerwona lampka.
Jeżeli:
-
wklejasz do programu całą historię klienta, z imieniem, miejscem pracy, szkołą dzieci,
-
opisujesz przypadek tak, że osoba z otoczenia mogłaby go rozpoznać,
to:
-
łamiesz zasadę poufności,
-
oddajesz w obce ręce wrażliwe informacje,
-
nie masz pełnej kontroli, co z tymi danymi będzie dalej.
Bezpieczniejszy kierunek:
-
używać programów głównie do własnej pracy koncepcyjnej,
-
opisywać przypadki w sposób anonimowy i zmieniony,
-
do prawdziwej analizy przypadków mieć superwizję z żywym człowiekiem, nie z programem.
4.3. Utrwalanie stereotypów i nierówności
Programy uczą się na tym, co już jest w internecie.
Internet zawiera:
-
uprzedzenia,
-
uproszczenia,
-
stereotypowe opisy różnych grup (np. osób w kryzysie, migrantów, nastolatków, osób z niepełnosprawnościami).
Jeśli człowiek nie filtruje tego, co „mówi” program:
-
można niechcący wzmacniać krzywdzące przekazy,
-
można gorzej „obsługiwać” osoby z mniej typowych grup,
-
można przegapić problem, który nie pasuje do „szablonu” w danych.
W terapii, poradnictwie, pomocy społecznej to jest poważne zagrożenie.
4.4. Poczucie bezpieczeństwa, które nie jest realne
Dla części osób program „dostępny 24/7” daje:
-
złudne poczucie, że „zawsze ktoś jest”,
-
wrażenie, że można się „wygadać” bez konsekwencji,
-
iluzję relacji.
Ale:
-
program nie zadzwoni na pogotowie,
-
nie ponosi odpowiedzialności za to, co „powie”,
-
nie wyciągnie ręki, kiedy człowiek naprawdę jest na krawędzi.
Jeśli klient zbyt mocno oprze się na takim „rozmówcy”, może później:
-
trudniej sięgnąć po realną pomoc,
-
wstydzić się, że potrzebuje „prawdziwego człowieka”,
-
zbagatelizować własne sygnały alarmowe („przecież już z kimś gadam”).
5. Co na to etyka i prawo?
Nie trzeba znać wszystkich paragrafów, żeby złapać kilka ważnych zasad, które przewijają się w wytycznych międzynarodowych (WHO, stowarzyszenia psychologów, towarzystwa psychoterapeutyczne):
-
Odpowiedzialność zawsze zostaje po stronie człowieka.
Program może pomóc, ale to specjalista odpowiada za decyzje wobec klienta. -
Bezpieczeństwo ponad wygodę.
Jeśli nie masz pewności, jak zabezpieczone są dane – nie wrzucaj tam informacji o kliencie. -
Jasna informacja dla klientów.
Jeżeli wykorzystujesz w swojej pracy jakieś narzędzie oparte na sztucznej inteligencji (np. aplikację, z którą klient ma pracować między sesjami) – klient ma prawo wiedzieć:-
co to jest,
-
po co to jest,
-
jakie są ograniczenia.
-
-
Nadzór człowieka.
Program może coś zasugerować, ale ktoś musi to przeczytać i przemyśleć, zanim stanie się częścią interwencji klinicznej. -
Zgoda i możliwość odmowy.
Klient ma prawo powiedzieć: „nie chcę, żeby w mojej sprawie korzystać z takich narzędzi” – i powinien mieć alternatywę.
6. Jak mądrze wdrażać sztuczną inteligencję w poradnictwie?
Poniżej mapa, która może pomóc zespołowi ustalić zasady.
Krok 1: Ustalamy „bezpieczną strefę”
Zgadzamy się, że:
-
używamy programów do naszej pracy „na zapleczu” (materiały, streszczenia, notatki dla nas),
-
nie wklejamy danych pozwalających rozpoznać klienta,
-
wszystko, co wyjdzie z programu, czytamy krytycznie i poprawiamy.
To już potrafi zdjąć część obciążenia z głowy, bez ryzyka dla klientów.
Krok 2: Zanim damy coś klientom – robimy wewnętrzny „przegląd bezpieczeństwa”
Jeśli chcesz polecić klientom konkretną aplikację, program rozmówczy albo „czatowego pomocnika”:
-
przetestuj go sam/sama,
-
sprawdź, co on robi, kiedy użytkownik wpisze coś w rodzaju:
„nie chcę żyć”, „mam myśli, żeby komuś coś zrobić”, „rodzice mnie biją”, -
sprawdź, co program robi z danymi (polityka prywatności, możliwość usunięcia konta).
Jeśli odpowiedzi są niejasne i budzą Twój niepokój – to nie jest narzędzie dla Twoich klientów.
Krok 3: Spisujemy zasady w zespole
Zamiast działać „na czuja”, warto zrobić prosty dokument, np.:
-
Do czego używamy sztucznej inteligencji?
(przykłady: materiały psychoedukacyjne, streszczenia badań, pomysły na ćwiczenia). -
Czego nie robimy nigdy?
(przykłady: nie wprowadzamy danych klientów, nie zlecamy programowi „oceny ryzyka samobójczego”). -
Jak informujemy klientów?
(krótka formułka w kontrakcie lub regulaminie, np. że materiały są czasem współtworzone z pomocą narzędzi komputerowych, ale decyzje merytoryczne podejmuje specjalista).
Krok 4: Dajemy sobie prawo do wątpliwości
Sztuczna inteligencja rozwija się szybciej, niż powstają wytyczne.
To oznacza, że:
-
czasem lepiej odpuścić „fajny gadżet”, jeśli nie umiemy go ocenić,
-
warto mieć w zespole osobę „od trudnych pytań technologicznych”,
-
superwizja może obejmować też dylematy związane z używaniem takich narzędzi.
7. Na koniec: sztuczna inteligencja jako „stażysta”, nie „mesjasz”
Dobra metafora na dziś:
Sztuczna inteligencja w poradnictwie nie powinna być nowym terapeutą,
ale może być całkiem niezłym stażystą do roboty w tle.
Co to znaczy w praktyce?
-
Może: układać materiały, porządkować myśli, przypominać o rzeczach, podsuwać pomysły.
-
Nie powinna: samodzielnie oceniać ryzyka, prowadzić terapii, podejmować decyzji o diagnozie czy rodzaju pomocy.
-
Zawsze potrzebuje: człowieka, który ma sumienie, odpowiedzialność, doświadczenie i kontakt z żywą osobą po drugiej stronie.
Jeśli w tym układzie zostaniemy – zamiast nas zastąpić, sztuczna inteligencja może realnie oddać nam trochę czasu i głowy.
A ten czas i ta głowa bardzo się przydają w czymś, czego żaden program nie zrobi: w byciu prawdziwym człowiekiem dla drugiego człowieka
Komentarze (0)
Brak komentarzy
Dodaj komentarz